Print
Hits: 260

Drzewo

Freitag, 12. August 2011

20:21

Pisanie nie sprawia mi żadnego kłopotu i nawet bardzo lubię pisać. Nie lubię tylko gdy ktoś to czyta. Nie wiem do dzisiaj dlaczego tak jest to znaczy chyba wiem ale sam się do tego nie chcę przyznać. Najpierw największym problemem było dla mnie pisanie bez błędów. Kiedyś było to inaczej traktowane , jak ułomność, niedorozwój umysłowy, brak inteligencji. Malo kto patrzył na to co pisze ale jak to pisze. Musiałem chyba

zbyt często wysłuchać wiele słów cierpkich  na temat mojej inteligencji i zrezygnowałem z pisania by nie dawać nikomu powodów do poznania się na mojej ułomności. Dzisiaj jest mi wszystko jedno co się o mnie myśli. Jestem taki jaki jestem  i nie jestem już aż taki wrażliwy na opinie innych. Jeśli nie daje tego nikomu do czytania to może bardziej z przyzwyczajenia albo może i nie zależy mi wcale na tym by ktoś to w ogóle czytał. Pisze tylko dla siebie samego i nawet nie czytam tego pisze bo sprawia mi to przyjemność. I sam proces pisania to dla mnie bardziej czas spędzony na medytacji. Jestem już w wieku kiedy okres ślepego pędzenia do przodu stracił dla mnie sens i bardzo dobrze. Mogę zatrzymać się w tym biegu szalonym i popatrzyć na siebie okiem trzeźwym. To jak obudzenie z transu, mam teraz czas na zastanowienie się nad sensem tego wszystkiego co miało być takie ważne i konieczne. Pasjonujące. Jeśli to są oznaki starości to musze stwierdzić ze starość jest piękna gdybym wiedział prędzej jak piękna może być starość byłbym już dużo wcześniej stary. Wiem dla czego starość jest słowem negatywnym, wszyscy wiedza, i chyby tylko dlatego zawsze jest ten pierwszy odruch się przed starością bronić, unikać, nawet w tym kierunku nie myśleć. Dokładnie takie wyświechtane, ogólnie przyjęte myślenie, czyni starość nieszczęśliwą, to tak jakby przestać patrzyć do przodu i trzymać się kurczowo przeszłości której tak na prawdę już nie ma. A życie przecież toczy się dalej. I dalej jest ciekawe. I chociaż patrzę się na nie okiem innym. Spokojnym,  ciekawym. Widzę dokładniej te wartości których przedtem nawet nie podejrzewałem. Widzę wszystkie moje doświadczenia, moje rozumienie  ludzi, zdarzeń, dążeń pragnień, upodobań w całkiem innym świetle. Dzisiaj całkiem inne wartości są dla mnie ważne. Dużo ich jeszcze nie odkryłem na razie jestem na etapie wyzbywania się tych wartości które po przyjrzeniu się im uważnym  zdradzają swa żałosna, szydercza naturę, które odkładam na bok z rumieńcem wstydu, i zażenowania. Moja szkatułka pełna skarbów nie skarbów  nazbieranych, jest coraz bardziej pusta, jestem przekonany ze na dnie  znajdę kamyki szlachetne, zapominane, przywalone pod hałdą świecidełek złudnych.  I jestem przekonany ze uda mi się jeszcze wypełnić ja klejnotami prawdziwymi. To tak samo jak by poznać własną prawdziwą ważność i niezbędność , trzeba najpierw  ujrzeć siebie z perspektywy nieskończenie wielkiego wszechświata, i uświadomić sobie  czas naszej bytności na przestrzeni czasu który już upłynął i który jeszcze upłynie. Wyobrazić sobie naszych pierwszych rodziców . Biedny Darwin ujrzał naszych przodków w małpie tak jakby ona nam z kolei spadla z nieba a przecież nasi przodkowie, nasze korzenie sięgają nieskończenie wcześniej, ich wyglądu nie możemy sobie nawet wyobrazić. Ale jak ważne jest ze byli możemy sobie wyobrazić . Bo dzięki temu jestem. I jestem rodzicem istot które w nieskończonej przyschłości nie będą w stanie sobie mnie nawet wyobrazić. Te podróże w przestrzeni i czasie są niezbędne by poznać nicość  moich problemów, trosk, dążeń. I by poznać niezbędność mojego istnienia jako kolejnego ogniwa w nieskończenie wielkim splocie łańcuchów. Łańcucha który bez tego małego ogniwa nigdy nie był by łańcuchem. Teraz gdy udało mi się ujrzeć nicość moich trosk, dążeń, pragnień i starań, mogę wypełnić moje życie delektowaniem się życiem, delektowanie się, nie sobą ale swoim byciem świadkiem każdego jednego dnia. Każdej jednej chwili. Być świadom ze moim zadaniem jest nie troszczenie się o przyszłość ani moja ani moich potomków bo przyszłości nawet nie tak dalekiej nie potrafię sobie wyobrazić nawet w najśmielszych marzeniach. Ze przyszłość przyjdzie sama nawet bez  moich starań. I ze wszelkie moje starania i troski o przyszłość, w przyszłości będą wyglądać żałośnie i wzbudzać  bardziej współczucie jak wdzięczność a może nawet obudzenie. Ze obojętnie co zbuduje i obojętnie z jaka pieczołowitością, i w jakim szlachetnym celu, ktoś inny w przyszłości z podobnym trudem i pieczołowitością będzie to musiał zburzyć, by spełnić swoja własną wizje troski o przyszłość. I tez na darmo.

Chciałbym być drzewem ogromnym, starym, w twoim ogrodzie, drzewem pod którym siadali byście szukając zbawczego cienia przed palącym słońcem. Cienia tak słodkiego ze widział bym tylko twarze radosne i słyszał bym śmiech szczery.